Artysta a wytwórnia – współpraca czy wyzysk?
Lepiej podpisać się z wytwórnią czy wydawać treści samodzielnie?
Wielu początkujących i młodych artystów marzy o podpisaniu kontraktu z wielką wytwórnią.
Zwodzeni obietnicami wielkiej kariery, rzadko zdają sobie sprawę z tego co czytają. Wybór między umową fonograficzną a drogą niezależnego artysty to nie jest jedynie decyzja sfery kreatywnej – to przede wszystkim decyzja prawno-biznesowa, która toruje dalsze losy twórcy.
Fundamentalne starcie, czyli różnice między przeniesieniem praw a licencją
Najważniejszym punktem w każdym kontrakcie jest opis statusu prawnego samego fonogramu – czyli najczęściej utworu – po jego stworzeniu. Polskie prawo autorskie w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej u.p.a.p.p.) wyróżnia modele:
- Przeniesienia autorskich praw majątkowych (art. 53 u.p.a.p.p.)
Jest to tak naprawdę prawny odpowiednik “sprzedaży” utworu. Artysta traci możliwość swobodnego dysponowania swoim dziełem (czyli fonogramem – zapamiętaj tę nazwę). Druga strona umowy staje się pełnoprawnym właścicielem, może udzielać sublicencji (czyli dalszych licencji osobom trzecim). Może sprzedać Twój utwór np. do gry komputerowej zgarniając większość zysków. - Umowa licencyjna (art. 67 u.p.a.p.p.)
Jest ona z kolei odpowiednikiem “wynajmu”, a nie sprzedaży tak jak to jest w przypadku przeniesienia autorskich praw majątkowych. Artysta pozostaje właścicielem praw – udziela drugiej stronie umowy jedynie upoważnienia do korzystania z utworu w określony sposób na danym terytorium i przez z góry określony czas (wskazany w umowie).
Skoro licencja to tylko „wynajem” Twojej twórczości, naucz się konstruować umowę tak, aby nikt nie przejął praw do Twojej muzyki na zawsze. Zobacz, na co uważać: [Umowa licencyjna w branży muzycznej – dla kogo i po co?]
Orzecznictwo sądowe pokazuje, że sądy często pochylają się nad niejasnymi kontraktami i chronią artystę jako słabszą stronę umowy (przykłady: wyroki I ACa 1283/11, VI ACa 1202/13). Lepiej unikać wieloletnich procesów dzięki precyzyjnym negocjacjom.
Jakie możesz napotkać plusy i minusy współpracując z wytwórnią?
Wytwórnia daje Ci zasoby na promocję i realizację projektu – w zamian jednak przejmuje kontrolę. Kontrakt to swego rodzaju transakcja wiązana.
Szanse: Jako twórca otrzymujesz dofinansowanie, które pozwala Ci tworzyć muzykę oraz skupić się na procesie twórczym. Wytwórnia najczęściej (nie zawsze!) pokrywa koszty studiów nagraniowych, producentów, teledysków i posiada ugruntowane kontakty z prasą, radiem i twórcami playlist.
Zagrożenia: Przede wszystkim – to co każdego interesuje najbardziej – niskie realne wynagrodzenie. Wytwórnie nie rozdają pieniędzy za darmo – duże koszty marketingu są potrącane z Twoich tantiem (często jest to 100%!). W takiej sytuacji realny zysk artysty może wynosić 15-25% netto. Do tego dochodzą wieloletnie opcje i zobowiązania na kolejne płyty oraz często utrata ostatecznego głosu w kwestii własnego wizerunku (art. 81 u.p.a.p.p. daje Ci prawo m. in. do nadzoru, ale wytwórnie potrafią to skutecznie ograniczać w umowach).
Wolność, która mocno kosztuje, czyli samodzielne wydanie utworu
W dzisiejszych czasach każdy może tak naprawdę wydać muzykę z własnej sypialni, jednak niezależność to wyzwanie dla najtwardszych.
Koszty nagrania, miksu, masteringu spadają w 100% na Ciebie. Musisz samodzielnie opłacić agregatora (pośrednika w publikacji na streamingach np. DistroKid), wygenerować kody ISRC dla nagrań, własnoręcznie dbać o cały PR i budżet reklamowy w social mediach. Mówiąc o kosztach, nie mamy na myśli paru tysięcy złotych. Można je liczyć w dziesiątkach, a często nie są one współmierne z końcowym efektem Twojej pracy.
Samo wrzucenie utworu do sieci nie wystarczy, aby zarabiać – istotne jest zgłoszenie kompozycji w celu ochrony praw – najlepiej więc zgłosić się chociażby do ZAiKSu.
Plusem jest jednak bilans – jako twórca zachowujesz 100% zysków i praw, ciesząc się wolnością artystyczną. Brzmi dobrze? Lekkie sprowadzenie na ziemię – bez odpowiedniej promocji, jakości nagrań, kontaktów, Twój stuprocentowy zysk może wynosić okrągłe 0. Płacisz gigantycznym nakładem pracy – stajesz się jednocześnie muzykiem, managerem, analitykiem danych, własnym księgowym. Nie oznacza to jednak, że wydawanie się samemu jest skazane na porażkę – w wielu przypadkach kończy się to sukcesem, częściej jednak na rynku zagranicznym – chociażby w USA lub Wielkiej Brytanii. Mimo to, uderzanie muzyką z angielskim tekstem (będąc chociażby Polakiem) jest z reguły skazane na porażkę.
Wydawanie muzyki samemu, z własnym nakładem, wymaga ogromnej dedykacji, a jak wiadomo – konieczne jest stałe źródło zarobku, nie tylko w związku z finansowaniem projektu, ale przede wszystkim w związku z potrzebą środków na codzienne życie oraz utrzymanie.
Wydajesz się sam i nie wiesz, jak zabezpieczyć swoje tantiemy z odtworzeń w radiu czy na koncertach? Odpowiadamy na najważniejsze pytania: Organizacje zbiorowego zarządzania – czy nadal warto rejestrować w nich swoje utwory?
Nie ma jednej dobrej odpowiedzi
Czy należy walczyć z wytwórniami? Absolutnie nie. Należy z nimi negocjować.
Obecnie najlepszą i najbardziej opłacalną strategią jest model hybrydowy. Zaczynasz jako artysta niezależny, budujesz bazę fanów od zera, społeczność oraz statystyki. Sukces na tym obszarze daje Ci potężne pole do manewru. Dopiero po jakimś czasie, kiedy wytwórnia sama zapuka do Twoich drzwi, nie jesteś już zagubionym debiutantem, ale partnerem biznesowym ze zbudowanym już potencjałem rynkowym.
Z taką pozycją w negocjacjach możesz domagać się umowy licencyjnej zamiast przeniesienia praw, żądać wyższej zaliczki i zachować procent, który pozwoli Ci na realne zarobki.
