Koniec „demokratyczności” streamingów: Spotify i Deezer
Z nadejściem cyfrowej rewolucji, przemysł muzyczny opierał się na filozofii: internet to przestrzeń demokratyczna. Każdy, nawet najbardziej niszowy utwór mógł znaleźć swoją publiczność i na siebie zarabiać. Wystarczyło opublikować muzykę w sieci. Jednak od początku 2024 roku giganci tacy jak Spotify i Deezer brutalnie weryfikują to założenie, wprowadzając nowe modele rozliczeń. Granica prawa do zarobku w streamingu została przesunięta, a „demokratyczność” przeszła do historii.
Kwestia Spotify
Stary model rozliczeń Spotify działał na zasadzie: każdy stream (trwający minimum 30 sekund) generował ułamek centa, który wędrował do właściciela praw. Jednak na początku 2024 roku platforma całkowicie zmieniła zasady, wprowadzając nowe, rygorystyczne warunki monetyzacji.
Aby artysta w ogóle uzyskał prawo do jakiegokolwiek wynagrodzenia, jego utwór musi obecnie spełnić łącznie trzy:
- Próg minimalnej liczby odsłuchań: utwór musi przekroczyć barierę 1000 streamów w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
- Próg minimalnej liczby unikalnych słuchaczy: odtworzenia nie mogą pochodzić od garstki najwierniejszych fanów (lub botów) – utwór musi zgromadzić określoną liczbę unikalnych użytkowników.
- Walka z oszustwami i „muzyką funkcjonalną”: platforma drastycznie obcina stawki (lub całkowicie demonetyzuje) utwory stanowiące biały szum, odgłosy natury czy tzw. muzykę funkcjonalną.
Z prawnego punktu widzenia Spotify powołuje się na swobodę umów i regulaminy dystrybucyjne, argumentując, że obsługa mikro-płatności (rzędu kilku centów miesięcznie) dla milionów martwych utworów obciążała system bankowy i pochłaniała kapitał, który ostatecznie nie trafiał do rąk twórców przez progi minimalnych wypłat u dystrybutorów.
Kto zyskuje, a kto traci?
Przegranymi są debiutanci, artyści niezależni, twórcy muzyki niszowej i ambientowej. To oni tracą swoje małe przychody. Zwycięzcami są natomiast wielkie wytwórnie fonograficzne oraz gwiazdy. Pieniądze z utworów poniżej 1000 streamów, nie zostają w kieszeni Spotify. Trafiają one z powrotem do wspólnej puli i są rozdzielane proporcjonalnie między najpopularniejszych graczy. System stał się mechanizmem redystrybucji bogactwa – od najbiedniejszych do najbogatszych. Potencjalnie zyskują również sami słuchacze, ponieważ platformy oczyszczają się ze „śmieciowych” utworów tworzonych wyłącznie pod algorytmy.
Deezer i model „Artist-Centric”
Równolegle, inna ścieżką poszedł francuski serwis Deezer, wdrażając model „Artist-Centric”. Zamiast odcinać twórców poniżej pewnego progu, Deezer postanowił zmienić samą wagę streama. Platforma wprowadziła mechanizm podwójnego naliczania odtworzeń.
Dodatkowy „bonus” wagowy przypisywany jest utworom tych artystów, którzy zostali aktywnie i świadomie wyszukani przez użytkownika, w przeciwieństwie do utworów odtwarzanych biernie z algorytmicznych playlist. To jawne odejście od równego traktowania każdego kliknięcia. Deezer przestał być systemem demokratycznym na rzecz systemu promującego świadome wybory konsumenckie i budowanie realnego zaangażowania (fanbase).
Podsumowanie
Nowa granica zarobku w streamingu udowadnia, że rynek muzyki cyfrowej wchodzi w fazę dojrzałej korporatyzacji. Zarówno Spotify, jak i Deezer, poprzez prawne zmiany w regulaminach dystrybucyjnych, wysłały twórcom jasny sygnał: samo opublikowanie muzyki w Internecie daje prawa do zarobku. Era cyfrowej demokracji dobiegła końca, ustępując miejsca walce o uwagę unikalnego słuchacza i przetrwanie w systemie algorytmów.
